Alo, mama! czyli barwny świat latynoskich “Locutorios” Alo, mama! czyli barwny świat latynoskich “Locutorios”

Alo, mama! czyli barwny świat latynoskich “Locutorios”

W dobie internetu, kiedy komunikacja z osobami na drugim krańcu świata wydaje się czymś najbardziej normalnym i nie przysparza wielu trudności, w Hiszpanii nadal istnieją takie miejsca jak kawiarenki internetowe połączone z kabinami telefonicznymi i rozmowami za kilka euro centów zwane LOCUTORIO.

Kiedy przyjechałam do Madrytu, w 2006 roku przez jakiś czas nie mogłam sobie pozwolić na zakup własnego komputera czy laptopa, a rozmowy z rodziną przez komórkę zdecydowanie wykraczały poza budżet jakim dysponowałam rozpoczynając moje życie na emigracji, locutorio było więc jedynym miejscem, które zapewniało mi możliwość kontaktu z najbliższymi. Korzystałam wtedy zarówno z dostępu do komputera i pisałam sporo maili, szukałam pracy – co za te kilka euro pozwalało wdrożyć się w zastaną rzeczywistość. Tanie połączenia były jednak najwygodniejszym rozwiązaniem- za niecałe 5 Euro mogłam przez prawie godzinę rozmawiać z mamą, siostrą czy dziadkami. Stworzone przede wszystkim dla Latynosów, którzy zdecydowali się na przyjazd do Madrytu z Ekwadoru, Kolumbii, Peru i innych krajów Ameryki Południowej, by poszukać dla siebie lepszego bytu, większych zarobków, służyły też większości innych emigrantów. Był to okres sporej emigracji osób nie tylko z Polski, ale też Bułgarii- te dwa kraje były na liście tanich połączeń pośród całego szeregu krajów latynoskich. Właściwie miejsca te były głównie tworzone i prowadzone przez Latynosów i biała dziewczyna słusznego wzrostu (176cm) była w porównaniu ze

Tanie połączenia były jednak najwygodniejszym rozwiązaniem- za niecałe 5 Euro mogłam przez prawie godzinę rozmawiać z mamą, siostrą czy dziadkami…

śniadymi niziutkimi mieszkańcami tamtych rejonów nie lada atrakcją ;-)

W sumie bardzo miło wspominam te parę miesięcy, kiedy zmuszona byłam korzystać z różnego rodzaju kafejek internetowych i locutorio, bo zawsze poznałam kogoś nowego, a miejsca, gdzie przychodziłam regularnie były taką namiastką własnego, znajomego kąta. Z mieszkańcami Ameryki Pd zawsze miałam miłe wspomnienia i spotkania z nimi, rozmowy w locutorio czasami bardzo osobiste były zawsze miłymi chwilami, czasami nawet wzruszającymi, bo kto Cię zrozumie lepiej jak nie druga osoba przebywająca na emigracji? Zwłaszcza, że Latynosi nie zawsze mieli możliwość powrotu do swojego kraju jak ja, część z nich przebywała tam nielegalnie, pracując “na czarno”, mimo to zawsze urzekało mnie ich podejście do życia. Paradoksalnie to od nieznajomych Latynosów otrzymałam więcej wyrazów zrozumienia, serdeczności, a nawet czułości niż później od większości Hiszpanów.

Teraz, kiedy wracam do Hiszpanii, zawsze z uśmiechem na twarzy spoglądam w stronę tych małych lokali, z których płynie wesoła i energiczna muzyka latynoska, gdzie w setkach rozmów pojawiają się łzy, śmiech, radość, wzruszenie, zawsze tęsknota…Są dobrym wspomnieniem moich początków na emigracji :)