Z dala od Madrytu Z dala od Madrytu Z dala od Madrytu Z dala od Madrytu Z dala od Madrytu

OCENA

(0 Głosów)

Z dala od Madrytu

Jadąc do Hiszpanii, zastanawiałam się, jaki to będzie ten Madryt. Wyobrażałam go sobie jako wielką metropolię otoczoną innymi zabudowaniami, miastami – jakby wciśnięty pomiędzy inne aglomeracje. Jakoś zupełnie nie spodziewałam się tam zielonych przestrzeni, tylu parków jakie tam spotkałam, a już w ogóle do głowy mi nie przyszło, że kilka kilometrów od samej stolicy są góry, pagórkowate tereny i zapierające dech w piersiach widoki…

Niebieskie niebo, zielone łąki i gdzieniegdzie pasące się konie czy owce…

Ano sprawdziłam i są! :) Jeżeli masz samochód, lub znajomych, którzy go mają i lubią wycieczki – wstajecie rano w niedzielę i jedziecie za Madryt w stronę północną jakieś 49 km. Nie dalej niż za godzinę drogi docieracie do małej wioski Miraflores, skąd wyruszacie ku licznym punktom turystycznym. W sumie są to takie leśne parkingi, gdzie można zaparkować i dalej już z plecakiem na plecach iść na piechotę w stronę wzniesień. Częściowo są one oznaczone, ale większość z nich to dzikie łąki, pastwiska, pagórki pomiędzy którymi można się swobodnie przechadzać. Nie są to góry takie jak Pieniny czy Bieszczady, ale pagórki są na tyle wysokie, że można się przyjemnie zmęczyć podczas marszu. Prawie nie ma tam drzew więc widoczność jest wspaniała. Małe głazy pośród wysokich zielonych traw, jakieś skałki, krzewy… Ja byłam tam akurat wiosną, kiedy wszystko się zieleniło soczyście, a promienie słońca przygrzewały już prawie tak jak latem. Niebieskie niebo, zielone łąki i gdzieniegdzie pasące się konie czy owce…

Byłam tam z grupą moich francuskich znajomych, więc gdy nastała godzina 12h wszyscy jakoś zgłodnieli i postanowiliśmy trochę odpocząć i coś przekąsić ;-) Usiedliśmy na jakiś kamieniach pośród zielonych traw spoglądając na oświetlony słońcem horyzont i leniwie przechadzające się koniki…i dzięki tej cudownej sielskiej scenerii nasza chwila na kanapkę przerodziła się w piknik i prawdziwą ucztę – jak to z Francuzami bywa ;-) Po godzinnym posiedzeniu i wygrzewaniu plecków w słońcu ruszyliśmy w drogę powrotną cały czas mając jako punkt odniesienia 4 wieże (“4 torres” – 4 drapacze chmur znajdujące się na pn Madrytu na przeciwko dworca Chamartín) skąpane w szarej chmurze spalin stolicy. W ogóle dopiero z tamtej perspektywy widać, jak wiele samochodów porusza się po Madrycie i jak wygląda jego powietrze poza obszarami zamieszkałymi. Pomimo, iż spacerując po mieście zupełnie się tego nie dostrzega, będąc kilkadziesiąt kilometrów za  jego granicami szokuje ten gęsty płaszcz szarego smogu unoszącego się nad budynkami. Tym bardziej docenia się ten spacer na świeżym powietrzu wśród zieleni i ogromną przestrzeń, która Cię otacza. Jest to miła alternatywa na spędzenie weekendu, z dala od miejskiego zgiełku.