Nad rzeką Ebro Nad rzeką Ebro Nad rzeką Ebro Nad rzeką Ebro Nad rzeką Ebro

Nad rzeką Ebro

Dwa dni temu wróciłam z kolejnej eskapady do Hiszpanii, choć trudno nazwać eskapadą 6-dniowy pobyt, którego większość spędziłam w obiekcie targowym kilka km od miasta, przy przelotowej drodze szybkiego ruchu ;-) Na szczęście miałam 1 dzień, który prawie w całości mogłam poświęcić na zwiedzenie tego pięknego miasta, jakim jest Saragossa mieszcząca się w regionie Aragón.

Miasto to rzadko jest wybierane jako kierunek wycieczek, choć znajduje się prawie po równo (2-3 h) drogi od Madrytu i Barcelony. Ja byłam tam po raz drugi, z odstępem 4 lat i z przyjemnością odkrywałam jego uroki na nowo. Co zmieniło się przez ten czas? Przede wszystkim pojawiły się tramwaje, które prawie niezauważalnie wkomponowały się w przestrzeń miasta. Tutaj muszę napomknąć o tym, jak bardzo chciałabym, by na tym etapie tramwajowym było już moje rodzinne miasto Olsztyn- obecnie rozkopane w praktycznie każdym newralgicznym punkcie ;-) No, ale jeżeli będzie tak ładnie jak w Saragossie- pomęczę się jeszcze trochę i niebawem przesiądę na rower, bo wiosna idzie! :)

No właśnie, w Saragossie jak i w Barcelonie w wielu punktach rower można sobie wypożyczyć z automatów stojących na ulicy. Jest trochę ścieżek rowerowych, a nawet pasów wydzielonych na jezdni dla osób poruszających się tym środkiem transportu. Rzecz generalnie zaskakująca, bo jest to pierwsze hiszpańskie miasto, gdzie tak często widywałam rowerzystów. W Madrycie nie wydaje się to popularny sport i rzadko kiedy widziałam tam osoby poruszające się rowerem choćby dla przyjemności. Właśnie w Saragossie uświadomiłam sobie, że w porównaniu z Hiszpanią Polska jest krajem, gdzie prawie każdy ma rower i jazda na rowerze jest jedną z pierwszych rzeczy jakiej się nas uczy, gdy trochę podrośniemy. Hiszpanie wybrali chyba inne formy ruchu ;-)

Bywa dosyć chłodna, zwłaszcza, gdy zaczyna wiać okresowo zimny i silny wiatr, z którego znane jest to miasto

Co do wiosny – pogoda tym razem w słonecznej Hiszpanii nie dopisała, bo na 6 dni trafił mi się tylko jeden słoneczny dzień z maksymalną temperaturą 17 stopni w słońcu, co oznacza, że jak na tą porę roku było dosyć chłodno. Saragossa jest jednak specyficzna pod tym względem i bywa dosyć chłodna, zwłaszcza, gdy zaczyna wiać okresowo zimny i silny wiatr, z którego znane jest to miasto, a którego ja doświadczyłam wieczorem w niedziele zaraz po przyjeździe. Brrr! Poza tym jednak oznaki wiosny można było zobaczyć już chociażby na kwitnących na różowo drzewach – w parkach, na ulicy. W drodze powrotnej jadąc pociągiem do Barcelony mijałam winnice i piękne sady brzoskwiń czy moreli (??) pokrytych różowym kwieciem. Widok cudowny, zwłaszcza na tle soczystej, rodzącej się do życia zieleni.

Niestety nie miałam czasu na zwiedzenie wielu części miasta, ale to, co mogłam ujrzeć w zasięgu ścisłego centrum i pobliskich dzielnic przedreptałam wielokrotnie. W Saragossie wszystko kręci się wokół Bazyliki Pilar, która góruje nad miastem swoimi pięknymi strzelistymi wieżami i kopułami pokrytymi kolorową mozaiką. Wnętrze zachwyca pięknymi malowidłami, kilkoma ołtarzami i niesamowitą przestrzenią. To wokół bazyliki na głównym placu toczy się życie mieszkańców. To tam odbywają się wszelkie zgromadzenia, festyny. To tam spotykają się ludzie, na spacer, na pogaduchy z sąsiadką, na piwko z tapas na pobliskich tarasach. Powierzchnia tego placu jest ogromna i dodaje niesamowitego oddechu temu miejscu wśród stłoczonych wokół kamienic. Tuż za nią znajduje się ogromna rzeka Ebro płynąca leniwie przez miasto, a która ostatnio dała się Hiszpanom we znaki podtapiając pobliskie tereny. Podziwiać ją można spacerując nadbrzeżną promenadą lub z któregoś z kilku mostów łączących oba brzegi miasta.

Budynki Saragossy są raczej proste, wąskie jak większość tych budowanych w Hiszpanii. Spotkać jednak można, i wśród licznych blokowisk z wypłowiałymi markizami balkonów, prawdziwe perełki – jak piękny budynek z czerwonej cegły ozdobiony licznymi malowanymi ręcznie kaflami, który uwieczniłam na zdjęciach. Zachwycił mnie również rzymski amfiteatr ukryty wśród bloków mieszkalnych – pokaźna przestrzeń z żółtego piaskowca osłonięta promienistą wiatą. W promieniach słońca robi na prawdę wrażenie!

Co do przysmaków regionalnych- wszędzie można kupić karmelowe caramelos lub kąpane w czekoladzie z galaretką owoce. Bardzo popularne jest też serwowane w plasterkach mięso wieprzowe, które można samemu przyrządzić na stawianym na stole gorącym kamieniu posypanym solą. Ale o gustach kulinarnych Hiszpanii i moich wrażeniach na ten temat…w kolejnym poście :)