See bloggers i co dalej

See bloggers i co dalej

Dzisiejszy wpis, po dłuuugiej przerwie, nie będzie o podróżach po Hiszpanii, ale uznałam,że jest dla mnie na tyle ważny,że chcę podzielić się z Wami moimi obserwacjami po uczestnictwie w trzeciej już edycji ogólnopolskiego festiwalu dla bloggerów (See Bloggers 25-26.07.2015), który odbył się w miniony weekend w Gdyni.

Wybierając się na to wydarzenie nie miałam jakiś specjalnych oczekiwań, a kiedy obserwowałam w social media wszystkich “podjaranych” blogerów, którzy w miejscu przebierają nogami nie mogąc doczekać się przyjazdu- patrzyłam na to z przymrużeniem oka i myślą:”ok, pójdę, zobaczę, może kogoś poznam, może ktoś lub coś mnie zainspiruje, a przy okazji na pewno się czegoś nauczę”. Moja dość sceptyczna a raczej nie do końca entuzjastyczna postawa wynikała z tego,iż w ostatnich miesiącach dość często zastanawiałam się, czy warto, bym dalej pisała swojego bloga, czy swoim odbiorcom rzeczywiście jestem w stanie zaoferować coś wartościowego i, czy ktoś będzie dalej miał ochotę czytać moje przemyślenia i wrażenia z hiszpańskich podróży.

Kiedy zaczynałam pisać tego bloga ponad 1,5 roku temu czułam ogromną motywację do tego,by opowiedzieć swoją historię 4-letniego pobytu w Madrycie i niejako odpowiedzieć na niekończące się pytania znajomych i tych przypadkowo poznanych osób, dlaczego wróciłam do Polski mimo dobrej pracy i stabilnych zarobków w hiszpańskiej stolicy. Trudno było to opisać, zwłaszcza,że moim zamiarem nie było wylanie całego żalu i negatywnych emocji na Hiszpanów i kraj, który nieustannie mnie zachwyca, mimo iż nie chciałabym w nim już mieszkać na stałe, z wielu powodów. Myślę, że poniekąd się to udało i pokazałam przez miniony czas nie tylko te negatywne aspekty hiszpańskiego życia, które mnie nie pociągają, ale również wiele ciekawych miejsc, do których ja sama chętnie bym wróciła.

Udział w tym wydarzeniu na pewno był dla mnie ciekawym doświadczeniem i refleksją na temat obecnej blogosfery jak również mojego bloga i jego przyszłości

Z czasem jednak poczułam, iż moja motywacja do pisania spada, nie tylko ze względu na różne zawirowania w życiu zawodowym, które wysysały ze mnie całą energię i przez ostatnie 3 miesiące sprawiały,że po prostu nie miałam głowy do hiszpańskich klimatów, ale również dlatego,że nie mieszkając już w Hiszpanii, a przebywając tam tylko od czasu do czasu, coraz bardziej mam wrażenie, iż oddalam się od tej kultury i nie czuję już tematu, tak jak to było zaraz po powrocie, kiedy na świeżo wibrowały we mnie te wszystkie emocje. Minęło już 5 lat, w między czasie kilka razy wracałam zarówno do Madrytu jak i innych miejsc- choćby nawet w ostatnim miesiącu spędziłam swój wyczekany i upragniony urlop na Teneryfie, o której mam nadzieję Wam w końcu opowiedzieć ;-) Mogę pisać o swoich wrażeniach z tych podróży, czy jednak będą one na tyle wartościowe, by zainteresować czytelnika?

Z takimi pytaniami i wątpliwościami wybierałam się na “See bloggers” w Gdyni. Udział w tym wydarzeniu na pewno był dla mnie ciekawym doświadczeniem i pozwolił mi na przystanek “stop”, na refleksję na temat obecnej blogosfery i również mojego bloga oraz jego przyszłości. Wiele ciekawych zagadnień i bardzo ważnych dla mnie pytań padło podczas prelekcji Piotra Buckiego (www.bucki.pro) o tworzeniu marki blogera, czy podczas panelu prowadzonego przez  Judytę Kokoszkiewicz i Kasię Perek z bloga żudit.pl na temat pisania bloga w czasach videokultury. Prawdziwą przyjemnością było również wysłuchanie panelu na temat pisania o kulturze z udziałem takich prelegentów jak: Marcin Meller (prezenter telewizyjny TVN), Michał Fedorowicz (blog Kulturą w płot), Joanna Pachla ( blog Wyrwane z kontekstu) i Katarzyna Czajka (blog Zwierz Kulturalny) pełen wartościowych spostrzeżeń i komentarzy.Także zaskakująco dla mnie ciekawa była prelekcja Elizy Wydrych-Strzeleckiej z bloga Fashionelka dotycząca zarabiania na blogu, która w moim odczuciu, w porównaniu z wypowiedziami jednej z najpopularniejszych blogerek modowych Jessiki Mercedes, była nie tylko konkretna i pełna rzeczowych wskazówek, ale zabawna i inteligenta. Niestety 22-letnia panna Jessica  rozwaliła mnie swoim poziomem wypowiedzi w negatywnym tego słowa znaczeniu, nie wspominając o ciągłym traceniu wątku i właściwie brakiem konkretnej odpowiedzi na prawie każde z zadanych jej pytań. Natomiast nie mogę jej odmówić pewności siebie, tupetu, wiary we własne możliwości i jasno wytyczonych celów. Tutaj przyznam jej też rację w kwestii różnicy pokoleń i tego, jak skrajnie różnymi rzeczami “jarają się” dziś 17-latki, 22-latki i 30-latki. Chodzi mi zwłaszcza o kwestię platform społecznościowych i ich używalności przez poszczególne grupy wiekowe.

Momentami przerażająca była wizja setek osób siedzących na sali konferencyjnej pogrążonych w wirtualnym świecie internetu

Temat social media był jednym z najszerzej poruszanych tematów podczas weekendowego eventu blogerów. Rozpływano się nad możliwościami marketingowymi snapchata, vina, o instagramach i you toube’ach nie wspominając, bo to już standard, mimo, iż ja żadnej z tych platform nie posiadam i nie wydaję mi się, bym w przyszłości je posiadała. Generalnie Facebook staje się coraz bardziej przestarzały i dla tych, którzy chcą osiągnąć sukces i dotrzeć do szerokiej grupy odbiorców zaleca się pójście w krótkie formy video jako bardziej dynamiczne, interaktywne. Wiele dyskusji na ten temat się odbyło- moje odczucie jest takie, iż rzeczywiście narzędzia typu snapchat dla określonych grup odbiorców mogą być efektywne, ale osobiście nie widzę siebie latającej z telefonem przy tyłku i strzelaniem sobie selfies i kręceniem filmików ze scenami mojego życia osobistego- mniej lub bardziej upublicznionego. Po prostu tego nie czuję i być może dlatego nigdy nie będę zarabiać na blogu w taki właśnie sposób.

Prawdę mówiąc momentami przerażająca była wizja setek osób siedzących na sali konferencyjnej pogrążonych w wirtualnym świecie internetu. Kiedyś do nawiązania kontaktu z nową osobą wystarczył uśmiech i kilka słów, by rozpocząć miłą, niezobowiązującą nawet rozmowę- w ten weekend widziałam hermetyczne osoby, które owszem uśmiechały się do siebie, ale zaraz potem znikały z nosem w swoim smartfonie buszując po kanałach social media… Trochę to smutne i nie wiem, czy taki świat mi się podoba, czy takie blogowanie mi odpowiada…Blogowanie, gdzie bardziej zaczynają się liczyć pieniądze, ekshibicjonizm na tysiącach platform social media, a nie pisanie wartościowych tekstów i kontakt na żywo z drugim człowiekiem…Choć uważam,że każdy ma prawo do wyrażania się w sposób, który najbardziej mu odpowiada i ma do tego pełne prawo. Jeżeli to odzwierciedla jego osobowość, jeżeli czuje się z tym dobrze- to super! Ja wiem,że jeżeli mam się stać niewolnikiem lajków, udostępnień, wymagań nowoczesnego marketingu to wolę przestać pisać… Bo tak jak zapytała Żudit w jednym ze swoich postów “Po co jest ten cały blog”? to wszystko jest mało pociągające i zupełnie traci sens, jeśli nie niesie ze sobą pewnych wartości, jeśli nie jest odpowiedzią na ważne pytania i potrzeby innych. Podpisuję się pod tym wszystkimi kończynami ;-)

I pozostaję z nierozstrzygniętą kwestią: pisać, czy nie pisać? Oto jest pytanie! ;-)