Tost i buła

Tost i buła

Niektórym, a na pewno w większości, Hiszpania kojarzy się z oliwkami, wygrzanymi w słońcu pomidorami, pysznymi oliwkami, a latem z melonami i arbuzami. Mi osobiście, po ostatnim pobycie w Saragossie, kojarzy się z bułą i tostami. Przez tydzień miałam wrażenie, jakby 80% diety Hiszpanów stanowiło pieczywo i to te w najgorszym jego wydaniu- czyli białe, spulchnione, poddane obróbce na tysiąc różnych sposobów.

Mieszkając w Madrycie, przez 3 lata pracowałam w firmie zajmującą się produkcją drożdży i dodatków do pieczywa, więc trochę się tego naoglądałam…Pamiętam telefony do naszych techników, którzy jeździli do piekarni i doradzali swoim  klientom, czego dodać do mąki, by masa od pizzy była bardziej pulchna, a skórka od chleba bardziej chrupiąca, by nie było bąbli i się nie kruszyła.Na wszystko znalazł się sposób! Paradoksalnie wtedy nie zwracałam tak na to uwagi, bo mączne rzeczy lubiłam zawsze, dopiero po powrocie do Polski, kiedy to zmuszona złym samopoczuciem zmieniłam swój sposób odżywiania i praktycznie wyeliminowałam z mojej diety gluten, dostrzegłam jak monotonne potrafi być hiszpańskie jedzenie.

Ale śniadanie to tylko początek bułkowej uczty – później do każdego posiłku je się chleb – nawet makaron czy ryż zagarniasz na talerzu bagietką.

Przyzwyczajona do ogromnej ilości spożywanej kaszy różnego rodzaju, ryżu, zup – na prawdę cierpiałam podczas mojego ostatniego pobytu w Hiszpanii. Na śniadanie dmuchane białe tosty- możesz zjeść i 10 a tylko się zapchasz, z najedzeniem i wartościowym posiłkiem nie ma to nic wspólnego! Do tego pakowane w folie małe rogaliki z ciasta francuskiego – gumowe jak podeszwa. Jakaś umęczona szynka przypominająca wędlinę z indyka i tarkowany świeży pomidor. Ten ostatni to akurat ratował sytuację, bo w połączeniu z grzanką, oliwą z oliwek i odrobiną soli był hitem śniadania przez 6 dni! ;-)

Ale śniadanie to tylko początek bułkowej uczty – później do każdego posiłku je się chleb – nawet makaron czy ryż zagarniasz na talerzu bagietką. O 18h podwieczorek , a tam croissanty i “napolitanas con chocolate” (tł. słodka bułka z francuskiego ciasta nadziana czekoladą) – wszystko na tą samą nutę. Na targach, jak i w każdym hiszpańskim barze, dostać można było małe bagietki z szynką, tortillą…bez masła, bez oliwy, bez pomidora – sucha buła i szynka! Nie dziwi mnie, że po czymś takim wypijasz litr wody czy coli bez żadnego wysiłku – po prostu jesteś tak zapchany, że musisz jakoś się “odetkać” – okropność!!

Po powrocie z targów wstawiłam ogromny gar zupy ogórkowej i przez najbliższy tydzień chleba nie tknęłam! Nie mówiąc o tym,że ze zgrozą uświadomiłam sobie, że przez niemal cały tydzień nie zjadłam ani jednego owoca, a moja dieta składała się głównie z zapychających mącznych wyrobów. Zaczęłam się zastanawiać, jak ja wytrzymałam 4 lata na takim odżywianiu?!!! Jadłam oczywiście warzywa i owoce, mięso, ryby itd. ale ilość pieczywa i jego pochodnych była zatrważająca! Nieustannie mnie dziwi to zamiłowanie Hiszpanów do dmuchanych tostów i bułek, bo przy takiej różnorodności warzyw i owoców, jakie mają dostępne przez cały rok, można by przygotowywać takie uczty witaminowe, o jakich nie śnili!

Cieszę się, że mój czerwcowy wyjazd na Teneryfę będzie odbywał się latem, bo zamierzam się żywić głównie owocami i warzywami w połączeniu z rybami, bo tych mącznych rarytasów raczej sobie oszczędzę. Znam wielu uwielbiających kuchnię hiszpańską, sami Hiszpanie chełpią się mianem jednej z najsmaczniejszych kultur kulinarnych- przepraszam, ale ja absolutnie nie podzielam tej opinii i uważam, że hiszpańskie jedzenie jest nudne, monotonne i ubogie w składniki odżywcze. Pozostanę oczywiście fanką grzanek z oliwą i świeżym pomidorem, czy słynnej jamón serrano, ale zawsze będę powtarzać, że polska kuchnia jest na prawdę dobra, urozmaicona i obfitująca w ciekawe smaki, których niejeden naród mógłby nam pozazdrościć! ;-)